Nadchodzi tydzień zaliczeń! Jeśli tylko przez niego przebrnę będę full active i takie tam. Bowiem to co mnie czeka jest jakąś jedną wielką masakrą

Moją wielką jazdę startuje w poniedziałek o 8.30 kiedy to mam zaliczenie wykładów (WTF!) z Odnowy Biologicznej, zaraz po tym grzecznie idę zaliczać moje miliony nieobecności z tego to samego przedmiotu.
We wtorek dzień znowu zaczynamy odnową! Tym razem mamy zaliczenie ćwiczeń, następnie potrójna paczka prezentów z psychologii - kolokwium nieobecności i referat |D'!
Środa wita nad ukochanym niemieckim i EKONOMIKĄ (k*wa!).
Czwartek kończymy zaliczeniem z basenu (3h a jak!) Fizjologii i Turystyki Aktywnej!
Słowem przepiżdzone

Od miesiąca siedzę i się uczę ale to i tak mało, a chciałoby się mieć wolny wrzesień
Mam nadzieję że u was lepiej prosiaczki? Jak sesje, maturki, wybory licealne ?